t 2006-02-28 22:48:09

eraz jestem
-->tu.

skomentuj (5)

p 2006-02-16 20:49:05

suję się.
choruję na ciebie ale udaję, że to nic takiego.

płatki śniegu spadają na usta i zabraniają czegokolwiek powiedzieć.
oh, wiem, że kiedyś może być za późno.

już nie czytam w twoich myślach.
i w tym problem.
kilka ważnych rzeczy.
w swoim czasie.

tylko kiedy kurwa będzie odpowiednia pora?

- nie dramatyzuj.
- bo co?
- nie wypada.
- spierdalaj


wieczór z trzema kochankami.
komputerem.
papierosami.
trent'em.
i słuchamy sobie
perfect drug

skomentuj (12)

l 2006-02-14 22:39:15

ess concerned
about fitting into the world
your world, that is
cuz it doesn't really matter
any more


praca mnie męczy. myślenie mnie męczy. generalnie to mam wolne i wcale nie czuję się głupio z powodu totalnego lenistwa, które mnie ogarnęło.
czasem tylko pojawią się jakieś trywialne teorie dotyczące facetów.
na przykład takie, że wcale nie mam zasranego pecha, poprostu jestem zbyt dobra dla niektórych (skromność górą).
mogłabym mieć jakiegoś tam lalusia udającego inteligenta, ale jak widzę jak jakiś samiec zabiera się do dyskusji ze mną na temat pogody to poprostu zbiera mi się na wymioty.
i mam jakieś posrane wyobrażenia tego godnego mnie.
ideał nr 1 to całkowita nowość (bo nine inch nails jest świeżym a co za tym idzie bardzo ekscytującym zauroczeniem). pan trent reznor. gratulujemy dostąpienia tego zaszczytu.
ideał nr 2 (i tutaj bądźmy szczerzy) zwykły śmiertelnik bo jak na razie do nieba się nie wybieram w poszukiwaniu anioła. bardzo miły pan w wieku jak najbardziej dla mnie, o ciekawej osobowości, posiadający poczucie humoru i wielki urok osobisty. i to może by było na tyle bo zaczynam robić maślane oczy i dostaję ślinotoku. no ale kandydat na męża - powiedzmy - ma mnie w dupie (swoją drogą dużą ma tą dupę jak się tam mieszczę ze swoimi 65 kg).

yes i am alone
but then again i always was
as far back as i can tell
i think maybe it's because
brecause you were never really real
to begin with
i just made you up
to hurt myself


trochę miotam się z tym wszystkim, bo najlepiej byłoby powiedzieć poprostu kocham, ale chyba nie wypada co?
czasami chciałabym cię przytulić.
szepnąć coś miłego do ucha i popatrzeć jak się śmiejesz.
może.. kiedyś.

skomentuj (9)

c 2006-02-09 10:14:36

zy już co roku na wiosnę będzie tak samo?
szarość dnia codziennego rozświetlają dźwięki the mars volta.
śnieg topnieje, brud płynie ulicami.
już chciałoby się założyć sukienkę, wielkie okulary i kręcić się we wszystkie strony.
a potem gdzieś wyjechać.
nie tkwić tu bez sensu. nie martwić się. nigdy więcej.
zacząć wszystko od nowa, dostać nową kartkę. z niczego się nie tłumaczyć.
nie bać się nikogo. być poprostu równym.
być panem samego siebie. bo mnie bardzo wkurza to, że ktoś może decydować o mnie i za mnie. jednym ruchem może przekreślić wszystko. czy to jest fair?

jest dobrze.
jest zajebiście.
pogrążam się w psychodelii przez książki i telewizję.
świat kłamie, no nie?

skomentuj (9)

a 2006-02-05 15:21:02

dzisiaj wszystko boli, nic się nie chce. okna proszę zasłonić i dać mi spać.
wszystko skacze. a potem zwolnij i jakby ktoś płytą ruszał to w jedną to w drugą stronę.
światło. czerwone zielone. niebieskie żółte.
palimy w damskim kiblu. gadki szmatki o polityce.
wiesz co, on chyba cały dzień ściągał te piosenki z tekno.pl
dj cudowny. jego jedynym zajęciem było smarkanie i wciskanie play w winampie.
parkiet nasz a państwu już dziękujemy.
boże, jakie to wszystko jest śmieszne
co za ludzie.
bileciki kupujemy i wchodzimy.
czy za takie rzeczy nie powinna zgarniać straż miejska?
zadymiliśmy cały autobus paląc w ostatnim rzędzie.
hubert upiorogacek pozdrawia.
jedziemy jedziemy przed siebie.
wylewamy.
szefie, zajezdnia. wysiada pan czy jedzie dalej?
blemeeeee

biegniemy po kierowcę.
w autobusie znaleźliśmy trupa.
gleba. ślisko było.. kondzio mnie zbiera z chodnika.
ktoś otwiera dzrzwi i chwiejnym krokiem w stronę przystanku.
chcemy wyjśc i nie ma klamki. pięknie.
w suficie wiatraczek prawie pozbawił barbarrę palców.
impreza w windzie i co by było gdybyśmy tu utknęli na parę dni.
wino w mexyku.
witamy państwa i opowieść zaczynamy.

skomentuj (5)

j 2006-01-28 09:16:08

ak to wszystko śmiesznie wyszło.

byłam ja i byłaś ty.
i gdyby nie ty to może ja nie musiałabym zniknąć.
gdyby nie ty to nie byłoby problemu.
i tak sobie myślę... teraz jak cię spotkam na ulicy to przysięgam, że cię zębów pozbawię i tą brzydką buźkę porządnie uszkodzę.
bo gdybyś szmato nie miała najebane w głowie to tego wszystkiego poprostu by nie było.
dupą się odwróciła interesowna suka.

nie wiem czemu mnie to tak denerwuje skoro od pewnego czasu nie powinnam być 'w temacie'.
naprawdę nie wiem.
może dalej jestem addicted?

mówię piosenkami, jak zwykle, że
tęsknię, choć wiem nie powinienem
i właśnie dlatego
nie ufam więcej tak głęboko
ale chciałabym powiedzieć, że
tak dobrze mieć ciebie tak blisko,
mówić o tym, co boli, co gryzie sumienie, mówić po prostu wszystko.

tak naprawdę to
jestem tu sam
pośród czterech białych ścian łuhuu
mdli mnie, mdli mnie wszystko...

nie płaczę, ale ciągle
mam dosyć
już nie chce więcej
ty wypuszczasz dym z papierosa a ja rozkładam bezlitośnie ręce
mam ranę na wylot
na wylot ranę mam
to boli rani na wylot tnie jak żyletka

jestem trafiona trafiona pociskiem który wyleciał o tak niechcący prosto z twoich ust
patrzyłam ci w oczy prosząc o spokój kiedy ty pociągnąłeś za spust

kiedyś myślałam, że
jesteś lepszy niż bułka z masłem,
niż czekolady, gwiazdy z telewizji
niż samochodzik zdalnie sterowny,
niż pieniążki i słodycze.

kiedyś mówiłam, że
jestem z tych frajerów,
co i tak patrzy ci nagrzany prosto w oczy
sam siebie chcę czymś zaskoczyć
popatrz ja tu właśnie teraz
wyciągam w twym kierunku ręce
mam ochotę dotknąć twojej szyi
wiem jestem trochę frajer teraz


a może nadal tak mówię i myślę. może nic się nie zmieniło, bo czas stanął w miejscu.
a może to tylko słowa i tak naprawdę nic nie pamiętam?

ćpam życie. wciągam nosem a potem żygać mi się chce.
jestem zadowolona ale
jakieś dziwne humory mam.

coś mnie prześladuje i chyba chodzi o szkołę z której niedługo wylecę na zibity pysk za olewacki stosunek do obowiązków szkolnych. jakież to wszystko głupie.
a mała gaba zjadła tysiąc pińcet rozumów, wie co jest dla niej najlepsze i generalnie myśli, że wszystko wie.

skomentuj (7)

n 2006-01-26 19:23:16

ie będę całować się z kolegami ani koleżankami z klasy.
nie będę całować 14-letnich kolegów mojej siostry.
następnym razem trzymam się z daleka od płci męskiej.
nie będę chodzić na czworakach, udawać psa i wyć do księżyca.
nie będę gadała z facetami na temat:
orgazmów wielokrotnych
okresu
seksu
robienia lasek i minetek
strzelania palcówek
szkodliwości pigułek anty
bo jak jestem najebana to ciężko mi zebrać myśli i nie mogę zdobyć żadnych sensownych argumentów.
jeśli już jesteśmy przy pijaństwie to nie będę piła więcej niż 10 kieliszków wódki, bo po 15 robię rzeczy których powinnam się wstydzić.
nie będę brać w ciuchach kąpieli z kolegą.
bez też nie.
nie będę nikogo karmić surowymi frytkami z whiskasem.
schowam komputer do szafy. dopiero dzisiaj go naprawiłam.
telewizor też gdyż z nim również miałam problemy techniczne.
na następną imprezę kupię sobie kask, żeby przypadkiem kama znowu nie ugryzła mnie w policzek.
nie dam sobie wlewać zimnej wody do spodni, oblewać się płynem do kąpieli.

powtórka z rozrywki będzie 25 lutego.
już się boję.


// to nie ja poleciałam do chicago tylko mój ojciec. czy naprawdę tak niezrozumiale piszę?

skomentuj (4)

z 2006-01-20 00:53:56

jednej strony niefajnie.
z drugiej nadzieja na to, że gówniana polska rzeczywistość odejdzie w zapomnienie.

5.50
samolot do chicago.
mimo wszystko kocham cię tato.
do zobaczenia za rok..

skomentuj (5)

o 2006-01-18 21:54:36

ne night to be confused
we had a promise made
we were in love


josé gonzález - heartbeats


miało mnie tu nie być.
miałam o tym nie pisać, bo jakoś tak głupio mi, że oszukuję samą siebie.
miałam w ogóle nie myśleć, zapomnieć i powtarzać: ja pana mam w dupie. niech pan się odjebie na wieki wieków. ja pana nie kocham...

teraz jest mi smutno, ale w jakiś inny sposób.
wspomnienia wracają i... ciężko nawet opisać to wszystko.
jest mi cholernie przykro.
jestem zła na siebie.
chce mi się płakać, ale już jakoś nie mogę. nie wypada.

byłam. przeżyłam.
miejsce, które tak dobrze znam.
ileż razy wciągałeś mnie pijaną po tych schodach. zawsze narzekałam, że czemu tu kurwa windy nie ma. co z tego, że tylko 4 piętra. windę powinni zbudować.
pół godziny otwierałeś drzwi, bo jak się widzi kilka zamków na raz to nie wiadomo w który celować.
z obłąkańczym uśmiechem na ustach zrzucałam z siebie ciuchy i pakowałam się do twojego łóżka. czekając na kawę i 'cośdobregodojedzenia' słuchałam muzyki.
kiedyś schowałeś się za dzwiami do łazienki. miałam ochotę cię zabić a ty śmiałeś się jak wariat.
przychodziłam rano, wchodziłam pod kołdrę i próbowałam cię obudzić.
kiedyś spaliśmy do późna po jednej z imprez. jakież zdziwienie przeżyłam gdy otworzyłam oczy a w pokoju stał wielki facet i prawie płakał ze śmiechu, bo myślał, że ta góra poczochranych kłaków (którą okazałam się być ja) to miluś. i tak poznałam borysa.
była jeszcze wigilia. zamiast opłatka butelka alkoholu i wygodne łóżko. wymyślaliśmy imiona dla naszych dzieci - im durniejsze tym lepsze. wtedy pokazałeś mi zdjęcie z janowca. mieliśmy tam pojechać.


udawałam, że wcale mi się nie chce płakać. bałam się w ogóle patrzeć na ciebie. już zabroniłeś mi mówić kocham. myśleć też nie mogę?
patrzyłam na blat w kuchni na którym kiedyś zostawiliśmy gumkę. twoja matka miała niezły ubaw...
a jak - zapewne całkiem przypadkiem - patrzyłeś mi w oczy to miałam wrażenie, że wiesz wszystko.
chciałam wyjaśnić niektóre sprawy. przeprosić. nie mam za co, ale ty uważasz, że jest inaczej.
nie moja wina, że znalazłeś tego bloga.

kupiłam 'zakochanego bez pamięci'. pewnie nie pamiętasz w ogóle tego filmu a ja znam go na pamięć. bo jest cholernie ważny.
czuję się jak idiotka kiedy myślę, że mogłabym cię dalej prosić chociażby o jedno miłe słowo.
już nie będę. obiecuję.

czasem tylko myślę, że chciałabym cię wymazać.
straciłabym wiele pięknych chwil i wspomnień.
straciłabym rok nowych doświadczeń. nie byłabym mądrzejsza, dojrzalsza. nie wiedzialabym o tak wielu sprawach.
byłabym inna.
ale może wtedy nie czułabym się tak pusta jak teraz.


i przez to wszystko zrobiłam się cholernie żałosna.

skomentuj (1)

n 2006-01-14 01:57:33

ic mi się nie chce
seks mnie nie łechce

jak to śpiewał pan maleńczuk.

o jesu. staczam się.
(nic nowego)
robię się zbyt bezpośrednia.
(też nic nowego)

nic więcej ciekawego.
oglądałam jakiś film w którym panowie gwałcili chłopców i mam melasę zamiast mózgu.

kwiatostan umysłu gnije coraz bardziej.

teraz czas na ćwiczenia tkanki mięśniowej czyli idziemy spać.


a tak w ogóle to chciałam się przywitać.

pan się z nią spotyka
pan dotyka jej ust
pani się nie wzbrania
kochania chce z nim
pani się podoba, docenia jego gust
choć pan się nieco słania
z pomieszania win

i znów to pani powiem
i znowu serce zmięknie
to najprawdziwsza z prawd
wygląda pani pięknie


voo voo nocą.


kocham.

skomentuj (9)

n 2006-01-08 02:25:56

ie biorę udziału w masowych spędach ludności.
nie udzielam się w akcjach charytatywnych, ale zawsze mówiłam, że jak się w życiu dorobię kasy to będę pomagać głodującym w afryce.
jasne. przepiję. albo na ciuchy wydam.
próżność.
nie podobają mi się filmy, którymi większość się zachwyca. w zasadzie to oglądam filmy, które nikomu się nie podobają/nikt ich nie zna (niepotrzebne skreślić).
nie interesują mnie liderzy popkultury dzisiejszych czasów. mam w dupie dr. zosię burską, komisarza zawadę, niewolnicę isaurę, rocky'ego, batmana, supermena, macgyver'a, big brother'a i lorda vadera (kto nie wie o czym mówię to odsyłam do świątecznego wydania wprostu, str. 162)
nie mam najnowszego telefonu. nie wiem co działo się w ostatnim odcinku 'm jak miłość'. nie ma bladego pojęcia kogo ostatnio zjechał wojewódzki w swoim show.
nie informuję wszystkich na gadu-gadu o tym, że właśnie sram, konsumuję obiad, śpię, całuję, łażę po mieście.
moje wypowiedzi może i mają głębszy sens ale niczemu nie służą. chodzi o to, żeby kiedyś sobie przypomnieć co się myślało 8 stycznia.

tańczę. tańczę na łące. przecież łąka to słońce.

nienawidzę słowa 'buntownik'. zwłaszcza kiedy jest wypowiadane pod moim adresem.
przeciwko czemu do kurwy nędzy ja mam się buntować?
nie organizuję demonstracji antywojennych, nie jestem wegetarianką (tak, zjadam swoich przyjaciół), nie palę publicznie futer, nie noszę koszulki z ambitnym napisem 'pierdolić wszystko i wszystkich'.

jakieś bzdury o jej nałogach. to to poprostu litość nie trwoga.

i mogłabym długo mówić o sobie, ale zawsze wychodzi na to, że przeczę wszystkiemu co wyznaję.
zbyt dużo myśli mi się podoba. zbyt wiele jest dobrych pomysłów aby przyjąć jedną twarz. maska to nie hipokryzja. w wielu wcieleniach można być sobą.
każde zachowanie ma jakieś cechy wspólne więc wszystko łączy się w całość.


lubię lato, bo mogę nosić okulary. lubię obserwować ludzi zza czarnych szkieł.
lubię nabijać się z obrzydliwie różowych kiecek, tandetnych torebek i butów z rodzaju 'osz kurwa zaraz sobie nogi połamię'. mnie też można obserwować, choć niekoniecznie muszę to lubić.
uświadomiłam sobie, że nie jestem zamknięta na innych ludzi. tylko moja obojętność na niektóre sprawy trochę ich odpycha.
naigrywam się się z siebie i innych. zachowuję dystans i oceniam. ale tylko na początku. to wcale nie takie straszne. w końcu każdy ma jakieś mechanizmy obronne. nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół być może dlatego, że nie umiem dbać o takie relacje.
z e. widuję się raz na dwa miesiące. dzwonię do niej wtedy kiedy zatęsknię i potrzebuję rozmowy, smsów nie piszę wcale. dzisiaj przepraszała mnie, że zapomniała o moich urodzinach i nie złożyła mi życzeń. dziwne, bo ja nawet nie zwróciłam na to uwagi.
nie wyobrażam sobie codziennego wiszenia na telefonie i zwierzania się jej ze wszystkich kłótni ze starymi, nieustannego plotkowania o facetach. są rzeczy o których nie muszę jej mówić. ona wie i już.
i dzięki bogu nie ma mi za złe nawet mojego spóźnialstwa.

paranoicy, podli sadyści
utaplani w brudnej rozpuście
a na gębach fałszywy uśmiech


ostatnio nauczyłam się wielu rzeczy.
na przykład tego, że mogę zrobić ze sobą co zechcę, kiedy chcę i jak chcę. nie wstydzę się przyznać do swej próżności. znam swoją wartość i teraz już nikt mi nie wmówi, że jest inaczej niż myślę.
generalnie uważam siebie za ósmy cud świata, ale nie jestem aż na tyle zapatrzona w siebie, żeby nie mieć złych dni. czasami są naprawdę chujowe. wyglądam jak 'idź i nie wracaj' i nic tylko mydłem się pochlastać.

teraz widzę się zawsze obok siebie i jedna śmieje się z drugiej. chyba nie ma nic gorszego niż brak samokrytyki i poczucia humoru wobec siebie.
czy próżność i samokrytyka mogą iść w parze?


tak, mam zajebisty humor.

skomentuj (13)

b 2006-01-03 23:13:46

yło...
było...

było dużo żarcia.
piwa stella.
l&m mentolowych i malboro lightów.
garów do mycia.
wiśni z alkoholem w czekoladzie zjadanych z choinki.
friends, the simpsons i csi:miami.
było dużo śmiechu, przytulania, zabójczych teksów i głupich min.
wielu nowych ludzi.
był zamrażalnik gołąbków z sosem grzybowym a dla odmiany były gołąbki z sosem pomidorowym.

okazało się, że na tle londyńskiego towarzystwa wcale nie jestem taka szurnięta jak mi się wydawało.

popłakałam się jak patrzyłam przez okienko w samolocie na coraz mniejszą plamkę miejskich świateł.

było zajebiście.
i jeszcze tylko 1,5 roku.

i chciałam wam podziękować.
jestem szczęśliwa.
tylko sobie miejsca znaleźć nie mogę na tym zadupiu.

adoptujcie mnie!

skomentuj (6)

p 2005-12-31 22:49:34

ięknie, kurwa pięknie.
jeszcze nie wyszłam na imprezę do scali a już się zataczam.
oj.
to będzie cudowny rok.

pierdolić podsumowania.
pierdolić postanowienia.

się wystroiłam jak na imprezę do burdelu.
bo kurwy wędrowniczki idą tam gdzie chcą, nie?

a teraz mam same dobre wspomnienia i jeśli nic się nie może zmienić to niech będzie tak jak teraz.
w tej chwili.
w tym momencie.



twoje zdrowie kochanie.

skomentuj (1)

n 2005-12-27 05:00:47

ie wyobrażam sobie jak to będzie po powrocie.
coś zniknęło.

nie wiem co myśleć.

idę spać.


płakać mi się chce.

skomentuj (4)

s 2005-12-26 22:07:14

kręt.
piwo.
jedzenie.
spanie.
papieros.
film.
i tak od wigilii.
ktoś wywalił choinkę.
ja już nie kontaktuję.
przed drzwiami do domu leży sterta butelek po jack'u daniels'ie, wódce solidarność i puszek po piwie.
czerwone pióra na schodach, rozjebana szklanka w ogródku, góra petów na trawniku.
dzik dziki twierdzi, że jestem 'pocieszna'.
łukasz wprosił mi się do łóżka bo niby nie miał gdzie spać.



ja mam przejebane.
zawsze nie tacy faceci jak trzeba.


złudzenia.
same złudzenia.
umiesz mnie przytulić?

tyłek masz fajny.
oczka pikne.
ale ciebie tu nie ma.



życie to nie film.
jak się całujesz to nie lecą romantyczne piosenki.

skomentuj (1)

w 2005-12-25 04:09:06

szystko wydaje się takie samo
a jednak inne jest wszystko.

wigilia zdecydowanie niezapomniana.
jak wrócę do polski czeka mnie wieelkie odchudzanie.
łobi jabi w głośnikach i myśli te same co zawsze.

nawet życzeń ci nie złożyłam.
nawet nie powiedziałam... nic.
i mam nadzieję, że gdybym mogła cokolwiek powiedzieć to chciałbyś tego wysłuchać.

oj tak. jest dziwnie.
tu dół. tam dół.
ale tutaj nie trwa to dłużej niż 15 minut.
zawsze mówiłam, że jestem wyalienowana o czym świadczy fakt, że zamiast znaleźć sobie przyjaciół w swoim wieku to kumpluję się z 30-latkami.

choinka z kolorowymi lampkami.
a bo rok temu to..

czuję nieodpartą chęć wpierdolić komuś.
i nawet wiem komu.
niech mi ktoś wytłumaczy jak można podwalać się do zajętego faceta?
no przecież, tak się nie godzi.

piękne życzenia dostałam.
naprawdę, dobrze jest być wśród ludzi, którzy wiedzą o czego najbardziej w życiu pragniesz.
żeby spełniło się twoje marzenie

też bym chciała.
boję się.

codziennie powtarzam to samo.
nie zmienisz tego. stało się. nie ważne czy to twoja czy nie twoja wina. nie cofniesz czasu
szkoda, że to tylko puste frazesy.
nic za nimi nie idzie.
boję się siebie.
nie chcę nawet myśleć o tym, że może być jeszcze gorzej.
wtedy widzę tylko jedno rozwiązanie.

a jak tak nie lubię stać w ślepej uliczce.
chciałabym wymazać z twojej pamięci wszystkie złe rzeczy jakie zrobiłam.
żebyś zapomniał o tych wszystkich rzeczach jakie ci powiedziałam.

nie chcę sobie z niczego zdawać sprawy.




gdy cię widzę cały świat przestaje istnieć,gdy cię nie ma nie mogę przestać o tobie myśleć.

i nie ma nic.
zupełnie nic.

skomentuj (4)

a 2005-12-24 03:47:36

le mętlik.
uuuaaa.
stojąc w angielskim sklepie, ok. godziny 7 pm, przy regale z pieczarkami doszłam do genialnej teorii:
nie zmienię przeszłości, więc nie ma po co o niej myśleć.

ależ to zajebiście idiotyczne.

wysłałabym sukę na księżyc.
oj.
zarąbałabym tasakiem kuchennym.
(czy już nadaję się do oddziału zamkniętego?)

literówki poprawię jak wytrzeżwieję - czyli w polsce.
pozdrawiam cię mamo.

skomentuj (3)

s 2005-12-21 00:18:21

to lat?

impreza w klubie karaoke.
dużo ludzi, którzy chyba jednak mnie lubią.
piwo piwo piwo papieros.
tańcz, krzycz, śmiej się i płacz.
wibrator.
szklanka.
orangutan wycięty z kolorowanki dla dzieci.
że niby podobna jestem jak palę zielone.
ktoś mnie na schodach znalazł.
autografy na rękach, cyckach i tyłku.
syf na podłodze, ktoś ukradł mikrofon.
wracamy.
rynek, śnieg pada, ktoś rzyga za budką z bombkami choinkowymi.
floriańska i wycieczka po kebaba.
pod barbakanem zasypiam.
czekamy na taksówkę.
hasło karol słyszało z 40 osób czekających na nocny autobus.

i tylko wish you were here
nic więcej.

czego możecie mi życzyć z okazji urodzin, świąt, nowego roku i nadchodzących dni mojego cudownego, barwnego życia?

żeby mój ojciec nie umarł z przepicia.
żeby moja rodzina się nie rozpadała.
żeby moja siostra przestała palić.
żebym nie miała genialnych pomysłów w stylu:
jak się zabiję to będzie miał za swoje.
żebym nauczyła się sprzątać.
żebym przestała się wiecznie spóźniać.
żeby kaczyński zdechł na ptasią grypę.
żeby marcinkiewicza rozjechała ciężarówka wioząca moher do fabryki beretów.
żeby moja matka nie wkurwiała się przeze mnie i żeby przestała mówić, że mam życie w dupie.

żeby był zdrowy.
żeby był taki jak kiedyś.
szczęśliwy.


wish you were here.
nawet nie wiesz jak bardzo.


a tak w ogóle to za 9 godzin mam samolot i nie wiem gdzie jest mój paszport.
cudownie.

skomentuj (8)

d 2005-12-15 19:01:42

łonie zaciskam w pięść.
przestałam się rozglądać.
już mnie to nie interesuje.

g. nie potrafi i nie chce walczyć z uczuciem, które wypala ją wewnętrznie. siła, która ją niszczy nadaje jednocześnie sens jej egzystencji. bohaterka upoetycznia swoje nieszczęscie, swoją osobistą tragedię. stara się wręcz dopasować do jakiegoś lirycznego wzorca. wzorca wykreowanego w książkach, które przeczytała i które tak głęboko zapadły jej w pamięć.
g. wierzy w miłość doskonałą.
jedyną, wieczną, absolutną.
gorące uczucie staje się siłą napędzającą jej działania, choć jednocześnie prowadzi do zguby.
g. ma poczucie izolacji gdyż jest osamotniona duchowo. g. w pewnym momencie przestaje widzieć sens dalszego życia. czuje się odrzucona przez świat, nierozumiana i nieakceptowana. jej cierpienie zaczyna mieć charakter totalny, wynikający z poczucia bólu samego istnienia.
dominującą cechą jej charakteru jest nadzwyczajna uczuciowość i wrażliwość. potrafi wzruszać się do łez i gwałtownie okazywać swoje emocje.
g. miała bardzo krytyczny stosunek do ludzi. stanowili dla niej masę bezbarwnych postaci.

g. męczy się, miłość do k. pochłania całą jej duszę. wie, że lepiej byłoby go nie widywać a jednocześnie nie może się zmusić do zaprzestania odwiedzin.
miesiące wloką się a g. nie może zapomnieć o k.
g. bardzo cierpi, jest bliska szaleństwa.

wegetuję sobie.

skomentuj (2)

s 2005-12-11 22:52:27

łońce nie zgasło.
ludzie nie zniknęli.
trawa nie przestała rosnąć.
wiatr dalej wieje.

wszystko po staremu, ale inaczej.
kiedyś rzeczy miały znaczenie.
uczucia były ważne.
uśmiech to był uśmiech a nie obłudna maska na szarej twarzy.
dłoni nie wyciągało się w pustą przestrzeń.
ktoś kiedyś tę dłoń chwytał.

kiedyś muzyka to było piękne życie.
kawa z fusami. zakopani w pościeli. ranek albo środek nocy.
żarty. gry i filmy.
wiersze i listy.
ostatnio czytałam je, wiesz?
byłam tam.
wyciągnęłam swoje pamiętniki.
czerwone pudełko po ciasteczkach.
miłość na papierze.

maszyna do pisania. rozstrojona gitara.
za mały kapelusz. zdęcie ze studniówki. kokos z fasolkami w środku.
butelka po absyncie. kolekcja kaset. pomarańczowe łóżko.
kiedyś myślałam, że pod tapetą masz ryż. a potem okazało się, że to kawałki drewna.
kto wkłada drzazgi pod tapetę?
skórzana kurtka. spodnie, które podarłeś skacząc przez jakieś ogrodzenie.
dwie koszulki ode mnie. płyn do soczewek.

skomentuj (2)

n 2005-12-10 01:14:20

ie lubię pić.
nie lubię malować paznokci.
nie lubię prasować ubrań.
nie lubię budzić się rano.
nie lubię żyć.

za 11 dni mam urodziny.
jest do dupy.

skomentuj (8)

c 2005-12-06 09:08:31

o z tego, że mnie lubisz skoro ja nie lubię siebie?

nie umiem patrzeć na to w obiektywny sposób.
to wszystko moja wina.
przecież wiem. wy też. i nie rozumiem czemu zaprzeczacie.

chciałam dobrze. naprawdę.
nic z tego nie wyszło.
spieprzyłam wszystko.

kurwa! jak ja nienawidzę mojego życia.

// będę się użalać. od tego mam bloga. jak się nie podoba to spierdalaj.

skomentuj (12)

s 2005-11-30 20:56:00

taram się najprościej jak mogę opisać własne życie, ale tendencje do robienia zamieszania wokół własnej osoby mi to skutecznie uniemożliwiają.
znów coś się zmienia albo tylko mi się wydaje.
jestem idealistą. pesymistą. wkurwiającym wszystkich dookoła dzieckiem z teoretycznie patologicznej rodziny. nie wiem czego chcę w życiu. dziś tak jutro znów inaczej. oczywiście są rzeczy które się nie zmieniają ale o nich mówić nie lubię.
jak jest napisane w moim podręczniku do wosu, powinniśmy jasno określić granice własnego świata. niektórzy wepchali się za daleko. myśleli, że mogą a może ja się zgodziłam. czas ich wywalić.
dobre pomysły zapisuję na chusteczkach, pustych paczkach po papierosach i na rękach. jak na razie nic mi nie wychodzi bo to taki chujowy okres kiedy nie wiesz gdzie masz postawić stopę i posadzić tyłek.
nie rozumiem dlaczego narzekanie, marudzenie, użalanie się jest uważane za bardzo żałosną i nie na miejscu postawę społeczną. wszyscy naoglądali się reklam w których proszek dosia daje pełnię szczęścia. bycie smutnym ot tak nie jest mile widziane.
a ja nie będę udawać, że jest mi dobrze. nie, nie cieszy mnie taki stan rzeczy ale jak nie rozumiesz o czym mówię to również wyśmiejesz stwierdzenie, że bardzo ciężko jest coś zmienić. w moim przypadku.
mam mnóstwo czasu. wcale nie jestem zajęta i zapracowana. sprytne kłamstwa bo mimo dobrych chęci nie umiem powiedzieć wprost - spierdalaj. mój światopogląd zaczyna się rozpadać. dlatego nie mam ochoty rozmawiać/iść na piwo i robić milion innych rzeczy, które tak w zasadzie niczemu teraz nie służą.
nie uśmiecham się na zawołanie.
mam skrzywioną minę, którą wyrażam pogardę dla tego wszystkiego co mi się nie podoba. nie mówię tego co chcą usłyszeć inni.
tłumaczę się tylko wtedy kiedy muszę czyli w szkole.

dziwnie można się poczuć kiedy ideały, wizje przyszłości i wyobrażenia o świecie nie są takie jak powinny.
to nie boli. to szokuje. dostajesz mocno po łbie i przez jakiś czas nieustannie zadajesz sobie pytanie: jak? dlaczego?
świat się kręci a ja stoję w tej wypracowanej pozie. spojrzenie spod czerwonej czapki.
wierz mi, naprawdę dziwnie można się poczuć kiedy szklanka to dłoń i wszystkiego musisz uczyć się od nowa.
nie jest mi źle. w tym ułamku sekundy nie. i nawet nie uznaję tego za chwilę szczęścia bo wiem, że to co złe lubi wracać.
niby się uczę ale zamiast robić notatki z lekcji jakie daje mi życie to zatykam uszy i krzyczę swoje. zuchwałość moja nie zna granic.
jednak są jeszcze tacy, którzy nie zatracili tej cennej umiejętności rozmowy ze mną. i chciałabym w tym miejscu im podziękować.
nie przestałam palić papierosów. przerzuciłam się na droższe w nadziei, że widmo ruiny finansowej w jakiś sposób odciągnie mnie od nałogu.
nie przestałam palić trawy bo lubię jak ciało drętwieje, wszystko spowalnia i nareszcie masz czas na racjonalne przemyślenie wszystkiego.
nie przestałam udawać, że się uczę. mój bunt nie jest dla zasady. nie jest dla mody, nie jest chwilowy. jeśli czegoś nie rozumiem to tego nie robię. nie rozumiem po co mi matematyka, fizyka, chemia, geografia, biologia. wnioski są proste.
nie zaczęłam sprzątać burdelu jaki robię dookoła siebie. lubię szklanki po herbacie stojące na podłodze, chusteczki rozrzucone dookoła monitora od komputera. stare papierki, bilety z koncertów, zdjęcia i wycinki z gazet. nie jestem z tych co wierzą, że życie w zgodzie z zasadami feng shui przynosi szczęście.
byłam dobrym człowiekiem i jeśli bóg istnieje to ma wpierdol za to, że 'za darmo' tak miesza w mojej biografii.

za dużo myślę o tym co się ostatnio dzieje.
masz na mnie ogromny wpływ, wiesz?
jesteś jedyną osobą, która zmieniła mnie na.. lepsze.
a teraz nie wiem co będzie.
wszystko się zmienia a ja nie nadążam. nie wiem w co wierzyć. próbuję zapomnieć o tym co mówiłeś przez ostatnie cztery miesiące.

dobre rzeczy stały się złe.
różni ludzie wiele mówią.
chcesz z nim być?
tak.
pomimo tego wszystkiego.
jeśli tylko będzie chciał, tak.


wszystko znosi. we wszystkim pokłada nadzieję. wszystko przetrzyma.

i dziękuję, postoję.
przyzwyczaiłam się do tego miejsca gdzieś z boku, poza tym wszystkim.

ta notka miała całkiem inaczej wyglądać.
jak wszystko inne zresztą.

skomentuj (4)

j 2005-11-25 23:13:13

adę autobusem i płaczę.
łzy tak fajnie kapią na wszystko dookoła.
i naprawdę to wszystko jest tak zajebiste.
i rzeczywiście ogromnie się cieszę.
i z tej radości to popadam w histerię.

NIE!


pierwszy raz w życiu nie wiem co robić.
zupełnie.
miliony ludzi mają złamane serce.
a jakimś dziwnym trafem czuję się jakbym na wyspie mieszkała.
w pizdu daleko od całego świata.

gniew z rozpaczą się miesza.

nie poradzę sobie.
już sobie nie radzę.
zrozum to w końcu.

nie wyobrażam sobie.
nic kompletnie.

i jak wtedy, w marcu się czuję.

naiwiak ze mnie.
głupie, małe, naiwne dziecko.

ptrzytul.

skomentuj (7)

r 2005-11-23 22:25:23

ozumiem, że to taki żarcik?

skomentuj (10)

o 2005-11-20 19:51:48

twierasz oczy.
i jakoś tak dziwnie.

wczoraj.
co było wczoraj.
wiedziałam, że to sen.

dziwnie patrzyłeś.
uśmiechałeś się.

zabrałeś gdzieś indziej.
powiedziałeś i teraz żałujesz.

pytałam: i co teraz?
mówiłam, że jutro się obudzę a ty powiedziałeś, że nie.
bo to się dzieje naprawdę.
przytuliłeś.
i kurwa po co?!!!

i myślałam, że już wszystko dobrze.
i bałam się wyjść z twojego łóżka i wrócić do domu.
wiedziałam, że tak będzie.

jedna sekunda i już chciałam żyć.
teraz już nie.

już nie wiem co jest prawdą a co kłamstwem.

im więcej mówię,
tym bardziej smutno.
im bardziej patrzę,
tym większa mgła.
im bardziej idę,
tym bardziej wchodzę w mgłę.
nikt
nie da odpowiedzi.
nikt nie przebije się przez mgłę.
im bardziej jestem smutny,
tym bardziej jestem twardy.

skomentuj (11)

n 2005-11-16 20:42:02

ie mamy życia.
mamy substytuty.
jeśli wierzyć temu co pisze w ozonie to chleb nie jest chlebem a kiełbasa to zmielone kości i papier toaletowy.
cudownie.

cała jestem jednym wielkim substytutem.
jak kameleon dziwne pozy i kolory przyjmuję.
i myślę, że tak jest dobrze ale wcale nie.
tu się uśmiechnę tu coś powiem ale nic poza tym.
wierzchnie odzienie robi się za ciasne.
negatywy rosną we mnie.

nie wierzę w filozofię.
środki mojego przekazu są prostackie.
inteligencję chowam głęboko bo po co się popisywać.
taka maska, że niby wszystko mnie wali a w środku topnieję niczym śnieg na wiosnę.

i coraz dłużej coraz dłużej i im dalej od ciebie to niby powinno mniej boleć.

nie wiem jak żyć. czytam mądre książki ale zdolność wyciągania wniosków zgubiłam gdzieś po drodze.
morały też zrobiły się niewidoczne.
nie pytaj. ja sama się plątam.
nie mam nic ciekawego dla ciebie.
ja jestem sama dla siebie. chcę się dzielić ale ty nie chcesz.

i wstaję rano i wciskam sobie te substytuty, zastępstwa dla dobrego humoru.
i myślę, że będzie dobrze.
wyuczone czynności, bezpieczne rozmowy, brak widocznych odczuć.
jak maszynka jestem, kręcisz z boku i chodzę sobie od lewej do prawej.
czasami poskaczę i powiem coś mądrego.
i zatrzymuję się na chwilę.
stoję przed ścianą i jakoś pusto się zrobiło.
gdzie są wszyscy?

chciałabym wyrzucić to co mam uwiązane przy nodze.

nie ucz mnie jak żyć.
przecież sam tego nie potrafisz.

życie to pudełko czekoladek.
moje się przeterminowały i śmierdzieć zaczynają.
otwórz okno.
wpuść mnie do środka.

jestem nienormalna.
ty też.
dzisiaj nikt nie jest taki jak trzeba.
sam dźwięk budzika rano doprowadza mnie do nerwicy.

skomentuj (5)

j 2005-11-12 00:40:49

ak ja wróciłam do domu?
może mi ktoś to wyjaśnić?

i to jest dobre pytanie.
mój pasażer, który siedział obok mnie w nocnym autobusie zjadł mój bilet.
i potem gaba musiała tłumaczyć kanarowi, że kolega był głodny.
no i jak go miałam nie poratować własnym biletem?

mówię, że nie mam siły imprezować.
już znudziło mi się ćpanie, chlanie.
wjazdy, zjazdy, zgony, zwidy.
podłoga wibruje.
włosy skaczą. oczy krzyczą.
i kiedyś się nie bałam. a teraz to sama z przygasającym papierosem leżę na ławce.

dopisane:

kama 22:36
hehehe ejj jak tak czytam Twojego bloga
kama 22:36
tzn tak załóżmy, że się znamy tylko z neta, prawda
kama 22:37
że w ogóle Cię nie widziałam i nie widziałam jak się zachowujesz na żywo i jakbym tylko tak czytała Twojego bloga to całkowicie inaczej bym sobie Ciebie wyobrażała
Ja 22:37
tzn jak?
kama 22:37
taką metalkę z zaćpanymi oczami, która by w ogóle z nikim nie rozmawiała hmm w sQl cały czas sama nic by się nie odzywała


czy ja naprawdę sprawiam wrażenie takiej depresyjnej i mrocznej osoby?

skomentuj (14)

i 2005-11-06 14:16:55

feel you
your sun it shines
i feel you
within my mind
you take me there
you take me where
the kingdom comes
you take me to


już nie wiem czego chcę.
nie chcę myśleć, wybierać, decydować.
nie chcę żałować.

ja nie mam problemów.
ja poprostu żyję w więzieniu.
nawet nie wiem czy mnie to przygnębia.

chodzi o to, żeby nie walić cały czas głową w mur.
ale jak się tylko to potrafi to cóż pozostaje.
ja nie mam 40 lat.
dlaczego więc jestem tak cholernie zmęczona i sfrustrowana?
to już przestało mnie dołować.
nie jestem smutna.
jestem zła.
jestem wściekła.
jestem obojętna.

i feel you in every fuckin' breath.

nie rozumiem mojego życia.

skomentuj (10)

s 2005-10-31 19:26:28

obotnia noc.
wariacka noc.
próbowałam złapać jedną z gwiazd.
patrzyłam jak oplatają mnie neony życia.
cały czas chciałam żeby tam był.
potrzymał za rękę i uspokoił przerażony oddech.
zatrzymał wirujący świat i ściągnął z nieba na ziemię.
oczy drgają. boli.
ludzie przesuwający się jak kadry w filmie.
ktoś przychodził. odchodził.
ktoś szarpał mnie za rękę. mówił do mnie.
ktoś się przedstawiał. zdrętwiały mi usta.
jechałam stojąc w miejscu. ze stopami przybitymi do skórzanej kanapy.
śmiałam się.
umarłam ale było fajnie.

nie ma odpowiedzi.
są tylko wybory.

przestałam pytać.
stoję na przystanku i myślę o niej.
jak głaszcze przytula całuje.
piję kawę przed komputerem i myślę o niej.
jak mówi kocham, tęskniłam.
leżę wieczorem w łóżku i myślę o niej.
jak dotyka, jak jest istnieje żyje.
widzę jej włosy i ten uśmiech.
widzę to zdjęcie jak leży na trawie.
nie chcę i myślę o niej.
i chce mi się żygać.
nie mogę jej wyrzucić.
tego dnia kiedy usłyszałam o niej, kiedy zobaczyłam zdjęcie..
już jest w mojej głowie.
będzie boleć za każdym razem.

chodź, chodź ze mną do łóżka
zrobię to byś bać się przestała
będę całował twoje palce
będę dotykał twoje nagie ciało
więc chodź, chodź ze mną do łóżka
ja będę w tobie, a ty będziesz we mnie
chodź ze mną do łóżka


chodź.
niech boli jeszcze bardziej.
nie boli tak, żebyś też poczuł.

inaczej sobie to wszystko wyobrażałam.

skomentuj (16)
Księga Gości